Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Aktualności

Co pływa w jeziorze Resko Przymorskie?

zdjęcie z prywatnego archiwum

Jezioro Resko Przymorskie, leżące kilkaset metrów od morza i kilkanaście kilometrów od Kołobrzegu, było jest i zapewne zawsze będzie na ustach wędkarzy. Nie można się temu dziwić, ponieważ są to sprawy dotyczące jednego z najatrakcyjniejszych akwenów powiatu kołobrzeskiego, połączonego z morzem, do którego wpływają wody dwóch rzek: Błotnicy i Dębosznicy.

Była szansa aby jezioro o powierzchni 555 ha powróciło do zasobów wód Polskiego Związku Wędkarskiego w roku 2014, jednak okręgi koszaliński i szczeciński podobno nie były zainteresowane dzierżawą z powodów ekonomicznych. Zapewne przeliczono, że wpływy z zezwoleń okresowych i wzrost liczby członków pozyskanych dzięki temu akwenowi mogą być mniejsze od kilkudziesięciotysięcznych nakładów finansowych jakie trzeba ponosić każdego roku w związku z zarybieniami. Ostatecznie konkurs ofert dzierżawy Reska wygrał Jacek Kaczmarek z Torunia, który według podpisanej umowy może dzierżawić obwód rybacki jeszcze przez 38 lat.

Jak będzie wyglądała przyszłość na tym akwenie? Dzisiaj, po dwóch latach obecności nowego dzierżawcy, nikt nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie, chociaż już pojawiły się głosy, że z rybami od chwili przejęcia przez niego jeziora jest gorzej jak było za oprzednika. Trudno oczekiwać aby nastawione na zysk gospodarstwo rybackie tylko zarybiało, jednak opowieści o ilościach odławianych ryb u niektórych wędkarzy powodowały zawrót głowy, dlatego postanowiłem zweryfikować te legendy.

 Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w myśl których dzierżawcy obwodów rybackich do 15 kwietnia każdego roku zobowiązani są do złożenia zestawienia odłowionych raków i ryb w roku poprzednim, oraz stosownie do art. 153 ust. 2 pkt. 7 ustawy z dnia 17 lipca 2001 roku „Prawo wodne”, na podstawie którego informacje dotyczące obwodów rybackich i rybackiej przydatności wód gromadzone przez Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej podlegają udostępnieniu, wystąpiłem w imieniu Koła o ich treść.

Z korespondencji wynika, że nie taki diabeł straszny jak go malują, bo jak inaczej napisać o dzierżawcy który na 555 ha wody, w ciągu całego 2015 roku złowił tylko 46 kilogramów szczupaków, 54 kg płoci i wzdręg, 36 kg sieji, 21 kilogramów krąpi, 33 kg sumów, 266 kg tołpyg i 199 kg węgorzy. Najwięcej w zestawieniu pojawiło się odłowionych okoni (4153 kg), leszczy (2521 kg) i sandaczy (1586 kg). Nie potwierdziły się plotki o odłowionych trociach. Według zestawienia rocznego, ryb tego gatunku nie złowiono wcale, podobnie jak łososi. Dodatkowo, nas wędkarzy cieszyć powinna część zestawienia dotycząca amatorskiego połowu ryb, która jest całkowicie pusta, można więc przypuszczać, że nagminnie stosowano metodę C&R, czyli „złów i wypuść”.

Jest także informacja o zarybianiu. Według niej w 2015 roku do Reska trafił milion malutkich szczupaków wartości 31 tys zł, oraz 15 kg węgorza podchowanego za 4500 zł, co po zsumowaniu daje roczne nakłady w wysokości 35 500 zł. 

Z wędkarskim pozdrowieniem „Wodom Cześć”

Prezes Zarządu Koła

Wiesław Skólmowski

 

 

Oryginał otrzymanego zestawienia udostępniam naszym czytelnikom w formie załącznika. Dodatkowo deklaruję pomoc koleżankom i kolegom przy zdobywaniu informacji na temat innych akwenów.

 

 

Poleć znajomemu

Załączniki

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Komentarze

Komentarze (13)

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    ,...P. Gabriel poinformował, że trudno zrozumieć dlaczego ryby z gospodarstw uznaje się za gorsze. 
    Pochodzą one od naturalnie wstępujących do rzek tarlaków. Część jest wypuszczana w stadium wylęgu, 
    część w innych stadiach rozwojowych i akurat smolty ostatnio uznawane są za niedobre. P. Dębowski wyjaśnił, 
    że jest to związane z procesem udomowienia i jest to bardzo duże zagadnienie. Ryby w czasie hodowli w 
    gospodarstwie spotykają się z całkowicie innymi warunkami i proces selekcji naturalnej jest bardzo 
    ograniczony. Jest wiele przykładów, że takie ryby nie radzą sobie tak dobrze jak ryby dzikie i po wielu 
    pokoleniach negatywne cechy utrwalają się i istnieje możliwość negatywnego wpływu na całą populację. P. 
    Garbiel kontynuował wskazując, że w Łebie również od wielu lat prowadzi się obcinanie płetw tłuszczowych i 
    wśród ryb powracających na tarło 80% są to osobniki z obciętymi płetwami i one wcale nie są słabsze. Gdyby 
    były takie to zostałyby wyeliminowane, nie dałyby sobie rady w morzu. Prof. Bartel przypomniał, że w latach 60- 
    tych otrzymywano zwroty znaczków nawet rzędu 33%. Zatem efektywność zarybień była bardzo wysoka. 
    Wpływało na nią miejsce zarybienia, sposób wykonania zarybienia oraz oczywiście jakość materiału. Prof. 
    Dębowski poinformował, że zarybia się od kilkuset lat i od stu lat rozważany jest na tysiąc sposobów problem, 
    czy ryby wprowadzone do środowiska są pełnoprawnym elementem populacji.Prowadzono również badania 
    długofalowe, wielopokoleniowe i bezspornie udowodniono, że te ryby są upośledzone i w okresie 
    długoterminowym negatywnie oddziałują na populacje. Jest na to ogromna ilość literatury i można nawet 
    przyjąć, że mamy przykład z własnego podwórka. Zarybienia trociami prowadzone są od lat 60-tych i populacje 
    troci raczej podupadają niż się poprawiają. Oczywiście wpływ na to ma wiele czynników, ale jak się wydaje 
    zarybienia nie stanowią panaceum na pogarszający się stan środowiska...()" 

    (fragm. sprawozdania z posiedzenia komisji ds zarybiania z dnia 11.06.2013) 

  • Cieśla Andrzej Data dodania: 3 lata temu Oceń: 0 + / -

    To może też wiesz ile to dawno dawno w czasach minionych odławiano gospodarczo troci ?. Te czasy już nie wrócą i nie ma co wspominać czasów dinozaurów. Ale jest proste rozwiązanie. wystarczy uznać troć i łososia za gatunek zagrożony wyginięciem i objąć go całkowitą ochroną gatunkową na jakieś 50 lat. Natura sobie poradzi wystarczy zadbać tylko o możliwość migracji ryb w górę rzeki. Tak zrobiono z bobrami ,kormoranami ,wydrami i wieloma innymi gatunkami ,które z powodzeniem się odrodziły a nawet niektórzy uważają ,ze zrobiły się szkodnikami.
    Nie rozumiem tylko dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości, że opracowania naukowe są bardzo dobre tylko nie mają zastosowania w praktyce i nie jest to wina użytkownika rybackiego , nie zależnie kto by nim nie był. A zaczęła się rozmowa od właśnie nowego użytkownika który zadeklarował większe zarybienia.
    Wiem ,ze chciałbyś dobrze.
    Wiesz jak to powinno wyglądać w teorii, a ja wiem jak to wyglądało do tej pory w praktyce. Można mieć nadzieję , że nowy użytkownik lepiej zadba o Parsętę . Do tego będzie miał większą siłę przebicia. Nie potrzebuje tej rzeki dla prowadzenia biznesu ale dla rozwoju min. turystyki wędkarskiej regionu. Mają na tym skorzystać mieszkańcy regionu.
    PZW tą rzekę traktowało jako źródło dochodu ze sprzedaży zezwoleń za wędkowanie i ze sprzedaży mięsa.
    Jest szansa , że teraz będzie inaczej z korzyścią dla rzeki i wędkarzy. PZW to organizacja w której kilkaset osób dobrze sobie z jej działalności żyje a kilka tysięcy społecznych działaczy na nich zapierda..la. Najbardziej ubolewają ci którzy na wyłonieniu nowego użytkownika mogą cokolwiek stracić.
    Dyskusji w tym temacie dalej już prowadził nie będę.
    Pozdrawiam
    Serdecznie

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    Jeszcze raz. Za gospodarkę rybami wędrownymi w Polsce odpowadał zespół ds zarybień ( z tego co wiem obecnie hodowców smoltów do współpracy zaprasza mir). Użytkownik rybacki ma obowiązek pozyskania materiałów płciowych od troci na potrzeby swojego operatu oraz dla hodowców smoltów. Ponosi koszty z tym związane oraz ryzyko hodowli materiału zarybieniowego do odpowiedniego stadium. Akurat jeżeli chodzi o Parsęte, Wieprze i inne pomorskie rzeki też to dzięki zaangażowaniu niektórych osób i organizacji powstały przepławki min. poprzez dofinansowanie z funduszy, umożliwiające dotarcie ryb do tarlisk znajdujących się powyżej zapór. Potencjał ten będzie wykorzystywany w ograniczonym zakresie proporcjonalnym min. do ilości wpuszczanego materiału zarybieniowego pochodzącego z dorybień sztucznych. Mam nadzieję że problem przepławki w Rościnie zostanie pozytywnie rozwiązany. Natury nie da się oszukać na dłuższą metę w naturalnych warunkach w czasach dawno, dawno minionych do tarla przystępowaly tysiące tarlaków ( przy przezywalnosci wylęgu na poziomie ok. 10%), obecnie w magiczny sposób kilka setek staje się rodzicami dla zdaje się kilkuset tysięcy szt. wylęgu (przeżywalnosc w war. hodowlanych ok. 90%). Natomiast można starać się minimalizować skutki sztucznych dorybień dzięki rygorystycznemu przestrzeganiu procedur tarłowych. Zmienność podobno przekazują samce (?), więc dobrze jest jak bez względu na ilość odłowionych tarlaków była możliwość użycia do kontrolowanego tarła uzyskać ich jak najwięcej. O ilości materiału zarybieniowego dla danego dorzecza powinny zawsze decydować kryteria merytoryczne. Tyle z mojej strony.

    Proszę jeszcze raz uważnie przeczytać fragmenty opracowań które podałem

  • Cieśla Andrzej Data dodania: 3 lata temu Oceń: 0 + / -

    Kolego Witku.
    Pozwoliłem sobie zacytować pierwsze zdania z opracowania KBN które wskazałeś jako źródło wiedzy.

    Cyt "Troć jest ważnym gatunkiem użytkowym. Jej połowy w Polsce przekraczają 600 ton rocznie. Troć wędrowna żeruje w morzu i wraca na rozród do rzek. W związku z degradacją środowiska naturalnego i przegradzaniem rzek w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, nastąpiło zasadnicze ograniczenie naturalnego rozmnażania tego gatunku ryb. W celu podtrzymania liczebności populacji i wielkości połowów troci, w Polsce jest realizowany program zarybieniowy przy wykorzystaniu hodowlanych smoltów, wylęgu oraz narybku."

    Znamy przyczyny wiemy co i jak należy robić ale czy te opracowania są stosowane w praktyce?
    W dorzeczu Parsęty i Wieprzy funkcjonuje ponad 70 podmiotów gospodarczych jak małe elektrownie wodne i ośrodki hodowlane ryb. Wszyscy zakłócają naturalne możliwości rozrodu ryb.
    Użytkownik rybacki raczej ma nie wielki wpływ na degradację środowiska. Raczej walczy o jak najlepsze warunki dla rozrodu ryb. O przepławkę w Rościnie wojowało PZW i TMP Białogard. Jest przepławka budowana pod nadzorem wybitnych profesorów ichtiologi. Co się okazało ? Przepławka nowoczesna ale spływające smolty z naturalnego rozrodu są szatkowane przez turbiny elektrowni. Wędkarze sygnalizują o dużych ilościach martwych lub okaleczonych ryb poniżej elektrowni. Ci sami wybitni profesorowie teraz będą na zlecenie właściciela elektrowni udowadniać że te ilości szatkowanych ryb to minimalne ilości. Opinia będzie taka jaka pasuje użytkownikowi elektrowni bo to on wskazuje kto będzie tą opinię robił i za nią płaci.
    Więc kasa, kasa i jeszcze raz kasa się liczy.
    Komisja zarybieniowa obszarów morskich kupuje smolty od hodowców. Sprawdza czy pod względem genetycznym materiał zarybieniowy pochodzi z właściwej rzeki ??? A przecież ikra u hodowców może pochodzić z Wieprzy ,Parsęty czy Regi. A wpuszczą smolta tam gdzie jest zapotrzebowanie.
    Państwa i jego uregulowań prawnych na tej stronie koła nie naprawimy. Ale można o tym mówić

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    Dodam jeszcze, że istotę problemu, który chciałbym zasygnalizować dobrze oddaje też krótki fragment pewnego opracowania ( niestety w całości trudnego do zrozumienia dla niefachowców ). Dla zainteresowanych, którzy znajdą 15 minut aby się z nim zapoznać proszę wpisać w wyszukiwarkę:

    zarybienia, a genetyka populacyjna portal salmon.pl

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 3 + / -

    Panie Andrzeju pewne rzeczy o których Pan pisze są mi znane. Nie mam zamiaru bronić poprzedniego użytkownika, nowemu życzę jak najlepiej bo jest to poniekąd w moim własnym interesie. Natomiast nie ukrywam, że jestem pełen obaw i nie jest to związane z nowym użytkownikiem kimkolwiek zresztą by był.
    Jeżeli chodzi o zarybienia to proszę zwrócić uwagę, że są one obowiązkim użytkownika rybackiego. Natomiast mogą różnić się co do ilości, pochodzenia materiału zarybieniowego, jego stadium i celowości. Bardzo źle moim zdaniem gdy stają się celem samym w sobie ponieważ to jak najgorzej wróży na przyszłość. Podobnie jak bardzo źle wróży traktowanie rzeki skanalizowanej w taki sam sposób jak rzeki posiadającej pewne możliwości związane z naturalną produkcją narybku.

    Jeżeli chodzi o genetyke o której jako niefachowiec mam rzeczywiście mgliste pojęcie i skutki związane z np. zarybieniem materiałem niemiejscowym oraz intensywnym programami zarybieniowymi to nie wchodząc w szczegóły proponuję wpisać w wyszukiwarce: KBN doc dr. hab Roman Wenne ,,Troć troci nierówna"

    Jeżeli chodzi o zarybienia pstrągiem potokowymi ( i jak sądzę innymi gatunkami też) nie stanowiącymi lokalnych adaptacji tego gatunku to proszę przeczytać ze zrozumieniem dostępny w internecie artykuł Pana Józefa Jeleńskiego ,,Pstrąża kołyska cześć 1". Można przy okazji ugruntowac swoją wiedzę na temat niskiej efektywności naturalnego tarła. Można też zdobyć się na refleksję iż jedyną właściwą drogą poza udraznianiem dorzeczy, zapobieganiem szkodliwym zmianom środowiskowym i daniem szansy na naturalne tarło, jest drastyczne ograniczeniae śmiertelności ryb, także przez wedkarzy. Stoi to chyba w jaskrawe sprzeczności oczekiwaniom wielu z nich oraz intensywnym zarybieniom.

  • Cieśla Andrzej Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -

    Kolego Witku. Nikt nie robi żadnych badań ile do danej rzeki czy jeziora powinno wpuścić się ryb określonego gatunku aby zachować równowagę biologiczną. Jak sam widzisz w przetargu ten wygrywa kto zadeklaruje, że więcej wpuści ryby. Właściciel wody czytaj państwo nie ma pojęcia czy zadeklarowane przez dzierżawcę ilości zarybieniowe są za małe czy tez za duże czy takie w sam raz. Bo to chore państwo z chorymi przepisami. A wystarczyłoby raz na 20 lat zrobić odpowiednie badania i w przetargu wskazać jakie maja być zarybienia roczne a wagą w przetargu powinna być cena za hektar wody . Teraz jest odwrotnie. cena za hektar jest określona na podstawie ceny kwintala żyta w danym roku i prawie jest stała. Startujący do przetargu nie musiałby robić operatu rybackiego bo taki operat miałoby np RZGW. Ale nie ma takiej woli . Dlaczego? No znowu chodzi o kasę. Operat musi napisać ktoś mądry kto ma układ z kimś mądrym kto go zatwierdzi. A robią to profesorowie ichtiologi. A ich usługi nie są tanie.
    O genetyce nie mówmy bo nie ma my o tym pojęcia. Nie ma bazy genetycznej ryb w Polsce. Gdyby taka była to można by każdą rybę sprawdzić skąd pochodzi. A nawet kto wyprodukował materiał zarybieniowy. Ponieważ różnego
    rodzaju instytucje zajmujące się gospodarką rybacką robią różne przekręty to nikomu nie zależy aby taką bazę genetyczną zrobić a nawet nie dopuszczą do powstania takiej bazy bo nie przeznaczą na to żadnych środków. Nie ma bazy trudno przekręt udowodnić. Jak użytkownik musi zarybić pod groźbą utraty wody to kupi rybę gdziekolwiek i nikogo to nie obchodzi
    Mając na uwadze ,że nie wiemy czy 7 razy więcej ryby w rzece jej zaszkodzi czy pomoże lepiej się w tym temacie nie wypowiadać
    Ale nawet gdyby wpuszczono tyle ile zadeklarowano to pewnie jej nie zaszkodzi bo PZW którego jak mi się wydaje starasz się bronić przez lata marnie zarybiało do tego z wspomnianymi poprzednio przekrętami. W wylęgu żerującym to te wpuszczane przecinki do rzeki mogło być więcej pstrąga jak troci czy łososia. Kto rozpozna 5 milimetrową rybę?

  • Cieśla Andrzej Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    Wracając do tematu Reska Przymorskiego to jak się dokładnie wczytać w dokumenty odłowu i zarybień to wnioskodawca zwracał się o zarybienia i odłowy za rak 2015. Na dokumencie odłowu nie widnieje żadna data za jaki rok są to odłowy. Na dokumencie zarybieniowym jest data 13 kwieceń 2016. Można by wiec nie czepiając się braku daty na pierwsze stronie sprawozdania rocznego uznać ,ze to są dane za rok 2015. Tylko dlaczego na dokumencie Amatorski Połów Ryb widnieje data 2014 rok. Czy to są więc dokumenty za 2014 rok czy tez za 2015. Albo RZGW dostarczyło nie właściwe dokumenty albo użytkownik Reska Przymorskiego takie złożył a RZGW zadowoliło się terminowym otrzymaniem sprawozdania a nie koniecznie jego merytoryczną treścią. Gdzieś tkwi błąd.
    A może wędkarze nie mają obowiązku prowadzenia rejestru połowów wiec nie ma skąd wziąć takich danych.

    Zarybienia powinno nadzorować RZGW . Użytkownik rybacki ma prawny obowiązek każdorazowo powiadomić RZGW o terminie zarybienia z wyprzedzeniem co najmniej 14 dniowym. Czy RZGW uczestniczyło czy tez nie to tylko oni wiedzą. W oszustwach zarybieniowych prowadzonych przez PZW brali udział również pracownicy RZGW.

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 3 + / -

    Rzeczywiście wkrótce się okaże, aczkolwiek skutki dorybień np. ilościami materiału zarybieniowego nie mającego nic wspólnego z możliwościami produkcyjnymi dorzeczy mogą być widoczne po znacznie dłuższym okresie czasu. Przerabiane to na rzekach pomorskich w odniesieniu do troci zdaje się od lat 80-tych I euforii po początkowych sukcesach do obecnie widocznych skutków polegających na niskim zróżnicowaniu genetycznym populacji troci w Wiśle i rzekach pomorskich. Ale biorąc pod uwagę ceny materiału zarybieniowego może rzeczywiście nowy użytkownik skupił sie na mietusach i jaziach proponujac kwotę 7 krotnie wyższą. Pożyjemy zobaczymy.

  • Cieśla Andrzej Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    Nawiązując do wypowiedzi kolegi Witka, w sprawie Parsęty to na pewno nakłady na ochronę rzeki przed kłusownikami wzrosną kilkunastokrotnie. PZW przeznaczało na ochronę dolnego odcinka rzeki i dorzecza około 7-10 tys. zł rocznie jako zwrot kosztów używania samochodu prywatnego do celów społecznych. Z tego co mi wiadomo obecny użytkownik ma zamiar zatrudnić 3-4 etatowych strażników , którzy już są wyposażeni jak oddziały specjalne. Będą to ludzie którzy od lat robili to społecznie i mieli bardzo dobre wyniki. Okręg PZW odławiał znacznie więcej ryb niż wynikało by to z potrzebnej ilości do pozyskania ikry na potrzeby zarybienia tej rzeki. Łowiono na mięso dla kasy. Za pomoc przy odłowach pseudo społecznikom płacono rybami. Brali sobie najdorodniejsze sztuki do konsumpcji i to nie takie po 1,5 -2 kg tylko znacznie większe. Pracownicy okręgu biorący udział w odłowach tez lubią mięsko z troci czy łososia i nie gardzili tez inną rybą którą udało się odłowić i nie ujawnić. Nawet za udostępnienie dojazdu do zwodowania łódki w Rościnie przy elektrowni prywatnemu użytkownikowi terenu zwyczajowo zostawiano rybkę w łodzi która tam stacjonowała. Czy jedną rybkę czy było ich więcej tego można się tylko domyślać. Do tego co najmniej połowa ikry pozyskanej marnowała się w Ośrodku w Liśnicy. Z różnych powodów przez wiele lat padały tam setki tysięcy wylęgu w różnym stadium. PZW handlowało też ikrą w ilości kilkuset tysięcy ziaren ikry rocznie. Oczywiście również dla kasy. Wspomnę jeszcze o oszustwach zarybieniowych jakich PZW się dopuszczało na tej rzece. Jedno zostało wykryte. Ale czy wszystkie?
    To wielka szansa dla Parsęty jeśli będzie nią zarządzał Związek Miast i Gmin zbudują dodatkowe tarliska i będą w stanie je dopilnować. Być może nawet dopilnują żeby rybacy morscy stawiali sieci w odpowiedniej odległości od ujścia rzeki w czasie ciągu tarłowego PZW było za słabe żeby się ktoś liczył z jego zdaniem w tej sprawie.
    Według mnie to najlepsze dla Parsęty i wędkarzy co się zdarzyło.
    A jak będzie to się okażę już wkrótce

  • Skólmowski Wiesław Data dodania: 3 lata temu Oceń: 2 + / -

    7-krotne nakłady nie muszą oznaczać 7 x więcej odłowionych troci. Na razie nie wiemy ile i jakie gatunki chcieli wpuszczać oferenci. Na przykład ofertę Szczecina (podobno) zdominowało zarybianie miętusem.

  • blabla555 Data dodania: 3 lata temu Oceń: 7 + / -

    Witam, czy ktos kontrolowal co i ile odlawia ten Pan? Czy sa to poprostu liczy podane przez odlawiajace gospodarza (ile chce tyle poda ).
    Rowniez czy ktos byl przy tych zarybieniach ? Czy znowu to jest oparte na tym co podal gospodarz wody albo moze swiadkiem byl Pan Mazur heh.


    Nagminnie stosowano C&R to dobry zart.

  • witek_ziemkowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 3 + / -

    Niestety ale czasami jest tak, że zmiana złego oznacza jeszcze gorsze. Dlatego warto nie być w życiu naiwnym, twardo stąpać po ziemi, starać zdobywać wiedzę i słuchać mądrzejszych od siebie. Swoją drogą ciekawe jak teraz będzie na Parsęcie gdzie nakłady finansowo-rzeczowe będą na poziomie ok. 7 krotnie wyższym niż za poprzedniego użytkownika oraz na Wieprzy gdzie wszystko wskazuje na to, iż użytkownikiem zostanie spółko z o.o. Mam wrażenie, że ta pierwsza, stanie się z pewnością jesienią rzeką -jak to było bardziej ,,elektryczną rzeką", natomiast zróżnicowanie genetyczne troci wewnątrz populacji tego dorzecza osiągnie wartość zbliżoną do 0. Ot taka rzeka służąca do wychowu materiału zarybieniowego wpuszczanego np.troci w monstrualnych, niczym nie uzasadnionych ilościach, gdzie tarło naturalne stanie się zbiegiem pr-owskim takim niczym nie znaczącym kwiatkiem do kożucha. Pozdrawiam.

Nasze Menu

Nasze wiadomości

Ostatnio komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Ilość odwiedzin