Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Aktualności

Letnie, deszczowe trocie nad Parsętą

czerwcowy samiec troci

Gdy wskazówki zegarka dotarły do godziny 4 nad ranem mój budzik zaczął hałaśliwie oznajmiać że pora wstawać. Wyłączając źródło hałasu zastanawiałem się czy to jawa, czy sen? Za jakie grzechy mam wstawać w środku nocy? Po chwili gdy dotarło do mnie, że to początek dokładnie zaplanowanej wyprawy, wszystko potoczyło się mechanicznie. Przygotowanie mocnej kawy, poranna toaleta i sms do podobnego jak ja „wariata”, który od kilku dni robił sobie burzę mózgu czytając internetowe doniesienia i analizując opowieści lokalnych trociarzy. Ja i Adam, mój częsty towarzysz wypadów nad Parsętę byliśmy zgodni co do celu naszej wędrówki. Po kilkudziesięciominutowej podróży dotarliśmy w okolice Karlina i ruszyliśmy nad naszą ukochaną rzekę, komentując artykuł Mariana Paruzela o deszczowych, letnich trociach, który ukazał się w lipcowym numerze WW. Wędkowanie rozpoczęliśmy około 5 rano, a więc wcześniej niż poprzednie, bezrybne wypady na dolną Parsętę. Adam ruszył w górę, ja zostałem przy jednym z obiecujących miejsc tylko dlatego, że miałem dosyć spacerów wśród wszechobecnych krzaków i wysokich trzcin, z których lała się na nas woda. Słysząc oddalające się pluski wpadających przynęt Adama, wciąż tkwiłem przy zwężeniu rzeki, spinningując przeróżnymi blaszkami, które okazywały się za lekkie, by skutecznie poprowadzić je obok krzaka porastającego brzeg. Chwila nieostrożności spowodowała utratę bardzo dla mnie cennej obrotówki, rękodzieła Andrzeja Wołkowskiego z Białogardu, na którą w ostatni dzień ubiegłorocznego sezonu przechytrzyłem piękną samicę łososia. Zły na siebie zawiązywałem agrafkę na której zapiąłem głęboko nurkującego  woblera. Bez przekonania, mając żywo w pamięci niedawną szarpaninę z gałęziami, rzuciłem woblera pod przeciwległy brzeg. Gdy dotarł do środka rzeki poczułem bardzo delikatny opór, coś w rodzaju lekkiego zaczepu o długą trawę, mimo to zaciąłem. W pierwszym momencie nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów ryby. Po chwili jednak, podczas pierwszego odjazdu, łąkę i pobliski las wypełnił mój okrzyk rozpaczy – A…d…a…ś… Na szczęście dla mnie Adam po chwili stał obok mnie, udzielając mi wskazówek, które miały mu ułatwić podebranie ryby. Gdy wydawało się, że troć jest dostateczne zmęczona doprowadziłem ją do burty przy której stał mój kolega. Gdy delikatnie rozchylił trzciny i pochylił się nad srebrniakiem, ten wystrzelił jak pocisk, tańcząc na ogonie dał ogromnego susa w środek rzeki. Na nieszczęście dla pięknego salmonida, hamulec mojego kołowrotka był ustawiony idealnie i przechylił szalę zwycięstwa na moja stronę. Zmęczona ryba dała się ponownie doprowadzić do brzegu i ostatecznie wylądowała na trawie. Po oględzinach okazało się, że jest to samiec troci wędrownej pochodzący z zarybień. Srebrniak o długości 74 cm ważący 5,46 kg został złowiony około godziny 6 rano na 7 cm woblera.

Czasem warto wstać o świcie.

 

z wędkarskim pozdrowieniem

Wiesiek Skólmowski

 

p.s.

tekst ten dedykuję Adamowi Janowskiemu z Kołobrzegu, dzięki któremu udało mi się przeżyć czerwcową przygodę i złowić piękną rybę w niedostępnym miejscu.

 

 

 

Poleć znajomemu

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Komentarze

Komentarze (1)

  • Mariak Krzysztof Data dodania: 11 lat temu Oceń: 1 + / -

    marini72

    Gratuluję, naprawdę pięknej ryby. Też miałem okazję kilka razy łowić na tej wspaniałej rzece. Moja największa trotka złowiona w Parsęcie, to styczniowy kelcik-65cm i 3,5kg.

Nasze Menu

Nasze wiadomości

Ostatnio komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Ilość odwiedzin